niedziela, 28 marca 2010

Kto rano wstaje...

6 rano. Dzwoni budzik. Z wielkim trudem podnoszę jedną powiekę. Myślę sobie "nie dam rady..." Zerkam na okno w poszukiwaniu promieni słonecznych, bo jeśli ich nie będzie, to nawet drugą powieką nie ruszę. Nie widzę słońca. Co jest ? Jeszcze nie wstało ? Zwlekam się z łóżka, podchodzę do okna, lukam na ulicę. Miasto jeszcze śpi, tylko ranne ptaszki od czasu do czasu widać na ulicy. Jest słońce ! Bosko ! W takim razie zbieram się. Orzeźwiający prysznic, szybkie śniadanie, dodatkowe baterie do torby, aparat... Nic innego nie biorę, nawet torebki - bo po co. Godzina 7 wychodzę z domu. Pierwszy raz w tym roku zakładam okulary słoneczne i wychodzę zostawiając zimowe ciuchy w szafie :) WIOSNA... Nareszcie.

Robię to, do czego od dawna się zamierzałam. Idę w kierunku Starego Rynku aby uwiecznić w fotografii jak piękny jest, gdy miasto jeszcze śpi. W zasadzie powinnam tam być już o 6, bo o 7 to już dużo ludzi krząta się w drodze do pracy i szkoły. Niestety lenistwo nie pozwalało mi na pobudkę o 5 rano - to dopiero byłoby czyste szaleństwo ! Może kiedyś...:)

Od kilku miesięcy poruszam się głównie pieszo. Zrezygnowałam z komunikacji miejskiej nie tyle z oszczędności, co z tęsknoty za spacerami. Spacery w mieście, to nic przyjemnego jeśli weźmie się pod uwagę spaliny, hałas, etc. No cóż, z braku laku... Ma to jednak swoje uroki :) Chadzam więc pieszo do pracy i z pracy, do centrum, praktycznie wszędzie. Sporadycznie, zwłaszcza wtedy gdy spieszę się na pociąg do domu rodzinnego korzystam z MPK. Dodatkowym czynnikiem jest wtedy bagaż, który nierzadko jest dość ciężki.

Idę więc pieszo na Stary Rynek. Cała Wilda u moich stóp :)) Na Rynku Wildeckim rozkładają stragany z świeżymi owocami i warzywami, kwiaciarki rozkładają tulipany. Mijam wiele pięknych kamienic, które proszą się o zdjęcia (i renowację), ale jeszcze nie dziś - innym razem.

Dochodząc do Starego Browaru napotykam na pierwszego zająca :) (jest ich kilka w różnych częściach Poznania, np. na Półwiejskiej przy Kupcu Poznańskim, na Placu Wolności, na Placu Kolegiackim, przy Zamku) Jeśli ktoś miałby ochotę na jeszcze więcej kicajców, to zapraszam do SB, tam jest ich pod dostatkiem. Mniejsze egzemplarze można nawet nabyć w celach prywatnych :) W sobotę maluchy wyżyły się artystycznie na zającach i pomalowały je wg uznania - prace zostały wyeksponowane w SB :) (moje zdjęcia były robione w piątek, przed nalotem artystycznych duszyczek :))

Po krótkim przystanku podążam dalej w kierunku Rynku. Gdy dochodzę na miejsce odczuwam ulgę... Nie ma ludzi a mijałam ich po drodze całkiem sporo martwiąc się, że za późno wyruszyłam z domu. Na szczęście jest cisza i spokój. Słońce w połowie zalało kamienice otaczające Ratusz. Pod pręgierzem jakaś grupka młodzieży spotkała się przed pójściem do szkoły (a może to wagary ? :)) Co jakiś czas przez Rynek przechadzają się poznaniacy spiesząc do pracy. Siadam na ławeczce... Wsłuchuję się w miasto. Koziołki jeszcze śpią, bo do 12 daleko :) Przyjemnie tak posiedzieć i przez chwilę się nigdzie nie spieszyć... Co prawda 8 rano to dość wczesna pora, ale chwila wytchnienia rekompensuje mi wszystko.

Zmieniam obiektyw i idę przywitać się z Bamberką :) Dumnie i bez oporów pozowała mi do zdjęć :)

Czas wracać. Witam się jeszcze szybciutko z zającem na Placu Wolności, który łapie pierwszą w tym roku opaleniznę oraz z zającem towarzyszącym Staremu Marychowi na Półwiejskiej. O 9 jest już sporo ludzi w centrum, a to już mniej mi odpowiada, bo nie lubię tłumów. Ponownie idę do Starego Browaru, tym razem do starszej części, czyli Atrium. Jest tam coś, co bardzo lubię - rzeźba Igora Mitoraja „Światło księżyca”. Bardzo lubię prace tego polskiego rzeźbiarza, a ta, która zadomowiła się w SB wygląda po prostu pięknie.

A tuż obok jakaś kura zniosła złote jajo !!! :)

Centra handlowe nie są moim ulubionym miejscem, ale Stary Browar ze względu na swoją architekturę i charakter jest pod tym względem szczególnie wart uwagi. Kto był, ten wie, że jest tam wiele dzieł sztuki głównie nowoczesnej, która przyciąga uwagę jeśli nie idzie się tam na przysłowiowy shopping, tylko po to, by usiąść na chwilę, wypić kawę i rozejrzeć się spokojnie dookoła. Idąc dziedzińcem zwróćcie uwagę na brązową kilkutonową rzeźbę, zaprojektowaną przez prof. Wojciecha Kujawskiego, przedstawiającą największy w świecie kufel. Podejdźcie bliżej, a zobaczycie...

I na tym kończy się moja poranna wyprawa przez centrum. Szybkim krokiem idę do domu, aby stawić się punktualnie w południe w pracy. Mimo zmęczenia, które dopadło mnie wieczorem, byłam zadowolona, że choć raz udało mi się pokonać własne lenistwo :) Pokazałam Poznań, który lubię właśnie z tej strony. Argumentów jest jednak znacznie więcej, które sukcesywnie postaram się opisywać :)

3 komentarze:

  1. Świetnie piszesz :) I zdjęcia też mi się podobają :) Brakuje mi Twoich postów, ale może wraz z wiosną będzie się ich rodzić coraz więcej. Podziwiam samozaparcie. U mnie kończy się to poranne fotografowanie najczęściej na szczerych chęciach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. to prawda zeby zrobic piekne zdjecia bez ludzi trzeba wczesnie wstac,przyznaje ciezka to sprawa :)uwielbiam rzezby z brazu,maja cos pieknego w sobie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Postaram się pisać częściej :) Wszakże dla takich czytelników, to sama przyjemność ! :)

    Mam w zanadrzu wiele szalonych pomysłów, które zamierzam zrealizować dopóki mam lustrzankę :) Zobaczymy co z tego wyjdzie...

    Rzeźby z brązu są rzeczywiście piękne - szkoda, że tak niedoceniane...

    Pozdrowienia :*

    OdpowiedzUsuń

Jeśli witasz w moich progach po raz pierwszy nie zapomnij się podpisać i/lub zostawić po sobie namiar - chętnie Cię odwiedzę :)