Nadszedł ten dzień... Z niepewnością spoglądając na chmury pyłu wulkanicznego, który bezlitośnie paraliżuje lotniska, wybieram się do Paryża z nadzieją, że mi akurat się uda :) Szansę są 50% / 50% biorąc pod uwagę fakt, że w niedzielę loty z Berlina wstrzymywano, a w poniedziałek od rana startowały planowo aby na wieczór mieć tylko 2 godzinne opóźnienie. Tak więc trzymajcie kciuki :) Mam nadzieję odpocząć nucąc piosenkę Joe Dassin "Aux Champs Elysées"... Odetchnąć od codziennego wyścigu szczurów :) Wrócę do Was za tydzień, z garścią pięknych wspomnień i zdjęć :)
Ale Suuuper!! Życzę Asiu słonecznych dni pod paryskim niebem :)
OdpowiedzUsuńAparatu nie zapomnij! :))
Będę czekała z niecierpliwością na relację pisano-fotograficzną.
Ciao :*
latają, właśnie wróciłem:))
OdpowiedzUsuńAparacik spakowany - w Nikonie pokładam wielkie nadzieje :)) Wierzę, że się sprawdzi :)
OdpowiedzUsuńYo - witam w moich skromnych progach :) Całe szczęście, że latają... Mam nadzieję, że będę miała jak wrócić :)))
no koniecznie musisz pokazac,w paryzu tez bylam ale trudno powiedziec zebym byla nim zachwycona,potezne zaludnione miasto ,masa ludzi wiec moze i dlatego trudno to piekno dojzec,nie mam na mysli zabytkow czy muzeow
OdpowiedzUsuńObiecuję, że pokażę Paryż moimi oczyma :)
OdpowiedzUsuńChyba poleciałaś?
OdpowiedzUsuńW takim razie życzę poranków przy francuskich rogalikach, nostalgicznych spacerów oraz wieczorów w Moulin Rogue ;)
Hohoho... Cóż za życzenia :))) Dziękuję bardzo ! Byłam, widziałam, wróciłam... Poranki z croissant'ami były owszem, nostalgiczne spacery również ale wieczory w Moulin Rouge muszą poczekać na lepsze czasy ... :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Asik