czwartek, 27 stycznia 2011

Jogowe refleksje

Dociskam stopy do podłogi, podciągam kolana. Czuję, jak moje ciało ogarnia wewnętrzny płomień. Zaczynam głębiej oddychać. Nie wygląda to zbyt efektownie, ale wiem, ile muszę włożyć siły, żeby wprowadzić się w tę asanę. Całe ciało pracuje: podnosi mi się ciśnienie, odczuwam ciepło i zyskuję świadomość własnych narządów. Nigdy nie myślałam, że tak wyraźnie mogę poczuć opuszek swojego małego palca… Tak wyobrażam sobie jogę ;)

W tym sporcie źródło inspiracji, jakim jest własne ciało, pozostaje wciąż niewyczerpane, także dlatego, że nie istnieje tu kres możliwości - zawsze jest nad czym pracować.
W codziennym miejskim zabieganiu trudno znaleźć chwilę na zwrócenie się w głąb siebie.

Jak poradzić sobie z natłokiem prozaicznych obowiązków ?

Jak odzyskać harmonię ?

Odpowiedzi na te pytania są gotowe od pięciu tysiącleci i tylko czekają, żeby je odkryć na nowo. Joga to współistnienie ciała i ducha. Dzięki ćwiczeniom, które bazują na świadomym oddychaniu, zyskujemy poczucie wewnętrznego spokoju i większą sprawność fizyczną. Zrozumienie zależności między organami swojego ciała to oręż w walce z bolączkami współczesności - stresem, rozchwianiem emocjonalnym, bólami kręgosłupa.

Asany są raczej punktem wyjścia niż jakimś uregulowanym systemem ćwiczeń. Tu nie ma rekordów, przymusu, planu treningowego. Jest za to wyraźna poprawa kondycji, niejako przy okazji. Bo choć jogi nie trzeba nikomu przedstawiać, warto przypomnieć, że to system filozoficzny o wielowiekowej tradycji. Żniwo dokonań starożytnych Hindusów zbierają współcześni ludzie Zachodu. Jeśli kogoś odstrasza mistyczna, wschodnia otoczka jogi, to łatwo da się przekonać łacińskiemu "mens sana in corpore sano" (w zdrowym ciele zdrowy duch). Wszak w wielu okresach asceza i medytacja były w świecie zachodnim równie silne jak w kulturze Orientu.

Jedną ze skrajnych interpretacji tej dyscypliny jest rozwinięty w Ameryce nurt zwany Bikram jogą. W nagrzanym do temperatury 40°C pomieszczeniu adepci praktykują asany i ćwiczenia oddechowe. W tym przypadku rozpalanie wewnętrznego ognia staje się więcej niż metaforą. Wysoka temperatura pomaga wydalić wraz z potem toksyny i rozciągnąć się dalej niż zwykle. Terapeutyczne właściwości jogi są niepodważalne. Rozciągnięte i naładowane energią ciała łatwiej stawiają czoła czynnikom depresyjnym. I to byłoby coś dla mnie ;) Szkoda tylko, że w pyrlandii nie ma Bikram jogi :)

Joga nie kojarzy się już wyłącznie z kadzidłami i śpiewaniem mantr. Znajduje sobie miejsce we współczesnych zachodnich metropoliach niezależnie od bogatej spuścizny filozoficznej. Dla jednych joga gubi kontekst hinduskich guru, który przestaje mieć znaczenie w świetle lamp jarzeniowych nowoczesnego fitness clubu, dla mnie natomiast jest to praca z własnym ciałem i sięganie po spokój płynący z wnętrza.

Tak sobie czytam i pisuje o tej jodze… Czysta teoria. Wielką radość miałam z tego, że od lutego zacznę również praktykować jogę w swoim życiu. Poczyniłam nawet odpowiednie zakupy, w postaci takich oto superanckich spodni ze stópką :) (do nabycia na www.tchibo.pl)
Radość trwała jednak krótko. Z tego tytułu nie będę ukrywać, że jestem dziś podłamana. Komplikacje z kolanem piszą ciąg dalszy historii, która swój początek miała w grudniu podczas mojej jazdy figurowej na lodzie. Stwierdzam, że to studnia bez dna, w której ja sama zaczynam się topić. To nie tak miało być… O rzepce wcześniej nie było mowy a dzisiejsza diagnoza zwala mnie z nóg i sprawia, że łzy napływają do oczu, bo nie mogę chodzić ani na jogę, ani biegać mi nie wolno, nie wspominając o rowerze czy aerobiku. Czuję się jak emeryt, który może chodzić tylko na spacery z psem, którego zresztą nie mam :( Smutno, źle, niedobrze… Do dupy. Zobaczymy czy przez miesiąc kolejnej kuracji wcale nie tanimi lekami i zabiegami coś się zmieni. Może choć troszkę, na lepsze ? Bardzo ładnie o to proszę…

P.S.
Chyba o tym nie wspominałam, że urodzinowy anioł trafił do iw cały i zdrowy :)

12 komentarzy:

  1. Jestes mloda, przy odpowiedniej terapii i lekach na pewno bedzie poprawa:))

    OdpowiedzUsuń
  2. o to pech ! współczuję . musisz koniecznie zadbać o kolano i wyleczyć u najlepszego specjalisty . będzie dobrze. zazdroszczę ci zapału do jogi i powodzenia życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Strdust, dzięki, ale do tego czasu będę chodzącym bankrutem :D

    Di, muszę, muszę... Zapał jest, ale co z tego ? Schowam go w słoik i mocno zakręcę, aby nie uleciał :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Współczuję Ci, ale o kolano trzeba zadbać.
    Może rehabilitacja pomoże na tyle, że jeszcze będziesz biegać i hasać jak młoda sarenka :)!
    A Aniołek dotarł cały i zdrowy i w tej chwili zdobi mój gabinet i przynosi mi szczęście co najmniej w pracy! :))
    Trzymaj się i zdrówka życzę!

    p.s. Moja Babcia wyglądała podobnie, i tylko nie lubiła, jak jej się robiło zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  5. :) rozpoczęłam swoją przygodę z jogą dokładnie w tym samym momencie kiedy ty planowałaś - w lutym jakieś trzy lata temu. Chodziłam dobre dwa lata, ale potem przerwałam bo musiałam zostawić więcej uwagi w domowym zaciszu i wieczorne terminy zaczęły mi doskwierać. Kiedyś na pewno do tego wrócę, bo joga to samo zdrowie. Na razie czasem w domku, ale to nie to samo co w grupie.

    Z kolanem sie nie dołuj... Moja koleżanka miała ten sam kłopot i też chodziła na jogę. Oczywiście nie natychmiast po zabiegu, ale co się odwlecze... Prawdziwy nauczyciel jogi będzie wiedział czego powinnaś unikac i jak sie nie przeciążać. A jeśli jeszcze trafisz na dobrego nauczyciela i zobaczysz że możesz więcej niż ci się wydawało to już po prostu nie będziesz mogła przestać :)
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przykro mi bardzo z powodu kolana. I jogi.
    Wyjdziesz na prostą, ja w to nie wątpię. I będziesz praktykować jogę. Czego Ci serdecznie życzę jak najprędzej.
    Pozdrawiam.

    PS. Bardzo fajne spodnie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Asiu,

    joga to sposób życia. Wszytko w niej jest co napisałaś i jeszcze coś intymnego, osobistego, co czujesz, kiedy pragniesz poczuć swoje ciało inaczej, scentrowana, ześrodkowana, wyciszona, oddychająca: wdech - wydech.
    W 2006 roku miałam wypadek, o którym do dziś powtarzają, ze cudem przeżyłam. Samochód z dużą prędkością wjechał we mnie, a dokładnie w moje lewe kolano. Operacja składania trwała prawie 5 godzin. Miałam na początku kilka śrub oraz kilka prętów podpierających kawałki kłykcia, rzepki. Lekarz prowadzący stwierdził, że będzie dobrze jeśli będę 'normalnie' chodzić. A ja... 2 tygodnie wcześniej przejechałam maraton na rolkach, a 3 miesiące wcześniej wlazłam na Mont Blanc. Popatrzyłam na tego lekarza i powiedziałam, że ja zamierzam wrócić w góry i na narty też. Gips 6 tygodniowy, w ciągu roku 3 operacje, rehabilitacja, dzień po dniu przez calutki rok najpierw w specjalistycznym szpitalu, a potem znalazłam się w rękach niesamowitej rehabilitantki Honoraty Wójcickiej w jej prywatnym gabinecie w naszym mieście. Jest specjalistką od wszelakich kolan żużlowców, siatkarzy, piłkarzy, i 'połamańców' wszelakiej maści. Doktoryzowała się w Niemczech. Pierwsza zgodziła sie ze mną, ze wszytko możemy zrobić, to tylko kwestia systematycznej pracy, uporu i wiary.
    Pracowałyśmy codziennie ponad rok czasu.
    Równolegle, zaraz po zdjęciu gipsu wróciłam do jogi, na tyle na ile mogłam. Na oddziale rehabilitacji pamiętają taka Dorotkę, co codziennie praktykowała jogę w przerwach między ćwiczeniami. Do domu zajrzała moja nauczycielka jogi i pokazała mi jak mogę robić na siedząco moje ukochane powitanie słońca i powitanie księżyca. Na zajęcia z grupą wróciłam w rok po wypadku uważnie wykonując asany do etapu, na jaki pozwalało mi kolano, a niewiele mogłam, i wiele razy łzy płynęły z żalu i złości.
    Droga rehabilitacji miała swoje wzloty i regresy - było różnie, ale ani przez chwilę nie zwątpiłam.
    Założyłam się z ordynatorem, że pewnego dnia zrobię kwiat lotosu, bo uzyskam pełne zgięcie. Narazie brakuje mi 20 stopni, ale asany wykonuję wystarczająco swobodnie. Kilka miesięcy temu zaczęłam podbiegać, bez utykania, elastycznie. Od dwóch lat praktykuję jogę codziennie w domowym zaciszu.
    Joga jest sposobem życia i można ją smakować dostosowując się do możliwości ciała. Ono nie pozwoli siebie skrzywdzić, chyba sama tego zechcesz. Aha! Mój lekarz prowadzący ortopeda już dawno westchnął i stwierdził, że to cud. A ja wiem, że to Honorata, systematyczna praca z ciałem, głęboka niczym zachwiana wiara i joga, sprawiły że tamten wypadek odszedł w zapomnienie (acz na narty i na rolki jeszcze nie przyszedł czas).
    Podsumowując:
    jeśli pragniesz praktykować jogę to spotkaj się z nauczycielką sprawdzonej szkoły i porozmawiaj o swojej potrzebie. Równolegle znajdź taką rehabilitantkę jak moja Honorata, która ma znakomicie wyposażony gabinet, jest świetnym diagnostykiem i działa cuda, o ile pacjent jest zdecydowany wyzdrowieć.

    Tulam Cię mocno i często głaskaj swoje kolano:)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Sempeanka, ja myślę, że joga w domu, to już wyższa szkoła jazdy właśnie... Umiejętność skupienia myśli albo odcięcia się od nich - myślę, że łatwiej to osiągnąć w domu, niż na sali gimnastycznej :) Chciałabym tak kiedyś.

    Oczywiście nie mam porównania, więc trzeba brać na to poprawkę :)

    Myślę, że jeszcze z miesiąc i będę mogła zacząć się ruszać, bo mimo iż na basen chodzić mogę, to o pływaniu stylem żabki mogę zapomnieć, a dla mnie, to jak nie chodzić na basen w ogóle :) Ewentualnie bąbelki są wskazane :)

    I jestem pewna, że dobry nauczyciel jogi będzie dla mnie dobrym drogowskazem, który będzie też wiedział czego unikać :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Yba, dzięki za ciepłe słowa :) Ty tez joginkujesz ? :)

    OdpowiedzUsuń
  10. iw, dbam dbam ;) I jestem przekonana, że hasać po drzewach będę ! A co !

    OdpowiedzUsuń
  11. Di,
    Jako teoretyk, który jest na pierwszych stronach doświadczenia jakim jest JOGA w życiu człowieka niewiele więcej mogę powiedzieć ponadto co już napisałam. Nie jestem nawet pewna, czy taki styl życia odpowiadałby mi, bo nie mam porównania, ale już niedługo… Tymczasem staram się, aby każdy krok niósł pokój :)

    Ty masz Honoratę a ja mam swojego fizykoterapeutę, który uczynił cuda z moimi kolanami na ostatnim zabiegu, który miałam w czwartek. To niesamowite, co jego ręce, a właściwie kciuki zdziałały, bo nie boli mnie ani jedno ani drugie kolano ! Zapomniałam w ogóle, ze mam z nimi jakiś problem. Przypominają mi o tym co najwyżej plastry ponaklejane na kolanach i udach. Jest już znacznie lepiej ! To napawa mnie ogromnym optymizmem i nadzieją, że na wiosnę będę mogła się oddać ćwiczeniom :))) A wspomnę jeszcze, że Pan Czarek, który dba o moje kolana, oprócz standardowych rzeczy jak masaże wszelakiego typu, praktykuje również sztukę pielęgnacji duszy i ciała zwaną AYURWEDA.

    Mam nadzieję, że kiedyś będę potrafiła praktykować jogę w domu, jak tylko będę potrzebowała złapać równowagę. Za to też podziwiam Cibie, bo wydaje mi się, że to nie jest łatwe i świadczy też o dużej praktyce i uduchowieniu :)

    Ja jestem zdecydowana wyzdrowieć !!! :)))

    Dziękuję za odwiedziny i refleksje !
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  12. Asiu,
    praktykę jogi czuje tak samo jak poranna herbata, ocyszczajaca kąpiel, spacer po lesie. To jest tak samo zwyczajne, jeśli wplecie sie w życie jako jeszcze jeden jego element. Mam przekonanie, ze to ten rodzaj praktyki z wyboru: jeden wybiera butelkę piwka i meczyk, ktoś inny papieroska i popołudniowa gazetę, jeszcze inny pichcenie przepysznych potraw i delektowanie się nimi, za mam swoje ulubione zabawki, w tym poranne asany, jak modlitwa ciała.

    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń

Jeśli witasz w moich progach po raz pierwszy nie zapomnij się podpisać i/lub zostawić po sobie namiar - chętnie Cię odwiedzę :)