Salwy śmiechu, gromkie oklaski oraz niebanalny humor, a to wszystko z okazji Dnia Kobiet i prezentu jaki sobie sprawiłam w dniu wczorajszym - bilet na Kabaretowy Dzień Kobiet, który odbył się w Teatrze Wielkim w Poznaniu :) Udział znakomitych gości tj.: Kabaretu Hrabi, Kabaretu Jurki, Ireneusza Krosnego, Kabareut Limo i Kabaretu Szarpanina ze Szczecina sprawił, że wieczór pozostanie mi na długo w pamięci a dzięki prowadzącemu - niezastąpionemu Arturowi Andrusowi, wieczór ten miał szczególną magię :) Był to mój "pierwszy raz" gdy oglądałam kabaret na żywo. Wstyd się przyznać, ale nigdy wcześniej nie złożyło się... Nie pamiętam też kiedy ostatnio byłam w Teatrze - wieki temu ! Już w holu przywitali nas wszyscy twórcy Kabaretów :)))) Można było zrobić sobie zdjęcie rozwodowe z przystojnym Dariuszem Kamysem, który nie szczędził pocałunków dla chętnych pań, przejść po czerwonym dywanie, a właściwie jego skrawku, który był rozwijany przez Tomasza Majera przed każdą niewiastą, albo spotkać ekshibicjonistę w płaszczu i białych rajstopach, który chętnie pokazywał swe wdzięki :) Wyglądało to przezabawnie i zwiastowało dobrą rozrywkę :)
Owszem, zabawa była przednia, mimo iż miejsca miałyśmy gdzieś wysoko, bo wykupywałyśmy bilety jako jedne z ostatnich babek chyba :) Nim się obejrzałam 2,5 godzinny spektakl minął niczym pstryknięcie palcem :) Czegoż innego spodziewać się można po Hrabim, który był autorem rewelacyjnego scenariusza specjalnie na tę okazję ? :) Joanna Kołaczkowska choćby powiedziała głupie "fiku miku" potrafi zrobić to w taki sposób, że powala na łopatki. Mim Irek też dał czadu - zebrał najgorętsze oklaski i dzięki temu pięknie "zaśpiewał" Feela i Edytę Górniak na bis. Naprawdę jest w tym świetny ! Podobnie jak jego skecz "W filharmonii :) Co tu dużo mówić, było rewelacyjnie ! Mam nadzieję, że Wam również ten dzień upłynął z uśmiechem na ustach. Nawet jeśli nie otrzymaliście od płci przeciwnej żadnego dowodu sympatii, to sprawcie sobie jakąś przyjemność ;) Jeszcze nie jest za późno... Może kino nocną porą ? :)
A tak w ogóle, lubicie to święto ?
Ja lubię tulipany :)
Ale sobie fajnie poświętowałaś! :))
OdpowiedzUsuńOby Ci ten dobry nastrój pozostał jak najdłużej!
już myślałam...przepadła dziewczyna, poszła na zamarznięte rozlewisko rzeki , ale na szczęście jest :)
OdpowiedzUsuńżycie kabaretem jest :)
nie przywiązuję uwagę do tego święta:) w pracy były zawsze goździki , jakiś bon, a później rajstopy :) brrr, rozdawane hurtem i przed złożeniem podpisu o odbiorze.
panowie przejmują się i pod jakąś presją , zestresowani ,kupują kwiatek i coś słodkiego. ja postanowiłam zrobić pizzę , którą żołądek koniecznie chciał zwrócić :D ale nie dałam się , była pyszna :)
iw - rzeczywiście udało mi się w tym roku :) myślę, że dobrego nastroju mi ostatnio nie brakuje i mam nadzieję, że nie będzie powodu aby się to zmieniło :)
OdpowiedzUsuńDi - melduję, że jestem cała i zdrowa ! picuszka - mmmmmmniam ... niestety mam dietę i na takie rarytasy przyjdzie mi jeszcze poczekać :)
OdpowiedzUsuńdlaczego jesteś na diecie? brzusio boli, czy
OdpowiedzUsuń7-tygodniowy post jest ? :)
dlatego, że chcę zrzucić parę kilo Di ;)
OdpowiedzUsuńno tak faworki , murzynki , a później lament...ja chcę schudnąć :D nie masz z czego, ale ponoć prawie każda kobieta jest na wiecznej diecie odchudzającej. skoro tego pragniesz, życzę powodzenia :)
OdpowiedzUsuńto nie faworków i murzynka wina, bo zjadłam ich niewiele, tylko kilkumiesięcznej stagnacji ze względu na kolano :)
OdpowiedzUsuń