czwartek, 9 grudnia 2010

Uwielbiam łyżwy, ale...

Ekstrawertyk ze mnie stuprocentowy, wyśmienicie więc czuję się podczas towarzyskich spotkań w gronie większej grupy ludzi. Nie muszę wtedy błyszczeć i nie oczekuję poklasku - czerpię energię, napędzam się i ładuję baterie z kontaktu z innymi ludziami. Jakby mnie ktoś zamknął w klatce i odciął od możliwości spotykania, obcowania i kontemplowania rzeczywistości z innymi, to byłaby to dla mnie najgorsza kara - wyniszczająca. To tytułem wstępu :)

W środę po pracy wybraliśmy się z ekipą z pracy na łyżwy. Pomysł padł z mojej strony, ponieważ zachwycona styczniową nauką jazdy dzięki uprzejmości mojej kochanej siostry, zapragnęłam ponownie stanąć na lodzie i poczuć ten dreszcz emocji gdy traci się równowagę na lodzie ;) Ekipa podjęła temat entuzjastycznie więc rachu ciachu i znaleźliśmy się na lodowisku. Nie wiem czy wiecie, ale w Poznaniu jest kilka lodowisk, od wyboru do koloru: kryte, nie kryte, małe i wielkości profesjonalnego lodowiska hokejowego. Akurat tego wieczoru aura uraczyła nas marznącym deszczem, co automatycznie wyeliminowało kilka z listy, w tym to najlepsze na Chwiałce, które ma najlepsze oświetlenie i jest największe (są na nim organizowane mecze hokejowe). Padło więc na małe, kryte lodowisko na Malcie. Było całkiem fajnie, bo akurat trwało Ice Party :) Dyskoteka na łyżwach - super sprawa dla tych, którzy umieją jeździć. Ja umiem utrzymać równowagę. Umiem też czasem posuwać się do przodu ale z profesjonalną jazdą nie ma to jednak nic wspólnego. Nie byłam w tym osamotniona - solidaryzowała się ze mną koleżanka, która po raz pierwszy założyła na nogi łyżwy ;) Wszystko było super - fajna muzyka, niewiele ludzi (zaczęliśmy jazdę ok. 21), fajna ekipa, kilka potknięć, zaliczonych upadków (w tym jedno na kolanko, które dziś prezentuje wszystkie kolory tęczy :)). Skończyło się jednak boleśnie. Ostatni upadek był bardzo niefortunny dla mnie, bo koleżanka, która upadła pierwsza ciągnąc mnie za rękę nie miała żadnego zadrapania. Ja jednak upadłam tak, że skręciłam kolano (obraz tego, co się dzieje się z kolanem podczas upadku pozostanie w mojej głowie chyba do końca życia). Ból niesamowity - powiem więcej - paraliżujący. Przez pierwsze kilka sekund, albo minut (czas wtedy dla mnie nie istniał) nie wiedziałam co ze sobą zrobić, nie mogłam wydusić z siebie słowa. Swą postawą wzbudziłam litość u łyżwisty, który strzelał takie piruety na lodzie, że nam wszystkim gałki z orbitek wychodziły. Po chwili jednak, przy wsparciu kilku dobrych rąk podniosłam się. Ból ustał... Czas jazdy się skończył i udaliśmy się na zasłużonego grzańca. Zabawa była przednia a mnie już nic nie bolało i nie był to wcale efekt działania rozgrzewającego trunku :) Myślę, że tu zadziałała adrenalina. W nocy jednak powrócił ból... Ból, który nie pozwalał się ułożyć wygodnie do snu. Nie mogłam zgiąć ani wyprostować całkowicie nogi. No więc ? Lekarz konieczny. I tu zaczyna się przeprawa przez naszą kochaną służbę zdrowia ;)

Nie uśmiechało mi się odwiedzać rodzinnego a potem ze skierowaniem do chirurga/ortopedy czekać na swoją kolej, która nadeszłaby w kwietniu przyszłego roku. Gdzie mnie przyjmą z bólem, od ręki ? Oczywiście na ostrym dyżurze chirurgicznym - pomyślała Asia i udała się do najbliższego szpitala. Byłam tam przed godz. 11, wyszłam przed 15 ! Pominę fakt ile nerwów mnie to kosztowało. Najpierw dostałam opieprz od lekarza:

Dr: dlaczego Pani przychodzi z tym dopiero dzisiaj ?

Ja: dlatego, że wczoraj nic mnie nie bolało, a ból nasilił się dopiero w nocy.

Dr: a dlaczego Pani przyszła do tego szpitala ?

Ja: dlatego, że tu miałam najbliżej.

Dr: to nie jest poradnia, to jest ostry dyżur ! w ogóle nie powinienem Pani przyjmować !

Ja: gdybym chciała iść do poradni to poszłabym do rodzinnego po skierowanie i zarejestrowałabym się na drugą połowę przyszłego roku, ale ponieważ mam uraz z ostrym bólem to przyszłam na ostry dyżur, poza tym mam 24 h na to aby zgłosić się do Państwa i nie ma znaczenia do jakiego szpitala, bo nie ma czegoś takiego jak rejonizacja - płacę składki i mogę zgłosić się tam, gdzie jest najbliżej !

W ten oto sposób zakończyłam polemikę, a Pan Dr z fochem odesłał mnie na RTG. Godziny oczekiwania doprowadzały mnie do szału, ale dałam radę. Diagnoza - skręcenie lewego stawu kolanowego. Nie ma złamania na szczęście. Dodatkowo zastrzyki w brzuch, oszczędzanie nogi (czyli chodzenie o kulach), okłady, maści, leki. Jak NAJMNIEJ chodzenia. No dobra ! Ale, że potraktowano mnie na odpierdal w szpitalu i nasłuchałam się złych opinii o nim (szkoda, że dopiero po tym, jak stamtąd wróciłam), postanowiłam skonsultować się z jeszcze innym chirurgiem.


a oto moje piekne lewe kolanko i jego kości w całości :)

Moi Drodzy, gdyby wszyscy lekarze byli tacy ludzcy jak ten Pan Dr, to świat byłby o wiele lepszy ! To jak porównywać porshe do trabanta ! Niestety potwierdził całą szpitalną diagnozę i jeszcze dorzucił swoje przysłowiowe 3 grosze, zlecając USG kolana w celu upewnienia się czy przypadkiem łękotka nie poszła... Nie są to pocieszające wieści, no ale cóż... Pan Ludzki Dr podał mi namiary na dobrych USGowców + ortopedów zajmujących się kolanami z numerami ich telefonów komórkowych !!! Przy czym dodam jeszcze, że wśród nich są nazwiska lekarzy zajmujących się znanymi sportowcami. A na koniec, happy end, Pan Ludzi Dr pomógł mi wyjść z gabinetu widząc jak wiele bólu sprawia mi chodzenie. Wybaczcie, ale muszę to napisać, że w szpitalu traktują ludzi jak przedmioty, a przecież to nie jest fabryka !

I tak oto minął mi dzisiejszy dzień w powiązaniu z wczorajszym wieczorem :) Jutro będzie ciąg dalszy, bo USG, kule, zastrzyki, ale pewnie już nie tak ekscytujący. Chociaż, kto wie, życie jest pełne niespodzianek, zwłaszcza w naszej kochanej polskiej służbie zdrowia ;)

Mimo tego wszystkiego co się stało, uważam łyżwy za świetny sport, choć bardzo kontuzyjny ;) Nie wiem jak skończy się ta historia z kolanem i trudno mi powiedzieć, czy kiedykolwiek jeszcze spróbuję wejść na lód. A tak bardzo chciałam nauczyć się jeździć...

8 komentarzy:

  1. O kurcze!! Teraz rehabilitacja i raczej musisz się pogodzić, że tej zimy już nie pojeździsz, Asiu. Na szczęście z każdym dniem będzie lepiej!! :):*
    Noga wyżej niż biodro!, a na obrzęk i sińce kup sobie tabletki "cyclo 3 fort" (bez recepty, mój syn to miał zapisane jak złamał i skręcił nogę w kostce).
    Całusy ślę i wracaj szybko do zdrowia! :):*

    Dobrze, że nie lepisz aniołów nogami.. co by to było teraz, gdy szał przedświątecznych zamówień! ;P

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki Kasiu ale nie wiem nawet czy kiedykolwiek będę chciała jeździć... Na szczęście nie mam obrzęków ani sińców - totalnie nic, ale boli jak cholera ! ;)

    Pozdrowionka !

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojoj, ale się narobiło!
    Szybkiego powrotu do zdrowia Ci życzę.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojej, Asiku, nóżka Ci się popsuła. Zdrowiej Kochana, dobrze, że trafiłaś na tego Fajnego Doktorka!
    pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  5. wieki temu :) miałam łyżwy przykręcane do butów zimowych, śmigałam po lodzie na jeziorze. padałam głównie na cztery litery. współczuję z powodu bólu, miałam skręcony duży palec u nogi...masakra i nieprzespane noce...a u ciebie taki duży bolesny staw. możesz sobie te zdjęcia w ramki oprawić...jak namalowane :D zdrowiej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Yba, iw - dziękuję za ciepłe słowa ;)

    Di - ja zawsze jak upadam to staram się w przód, ze strachu, że jak polecę do tyłu, to głowę roztrzasnę ;) no więc lecę na kolana i pół biedy jak są odbite... A skręciłam upadając do tyłu niestety. Będzie dobrze !

    Dziękuję za odwiedzinki

    OdpowiedzUsuń

Jeśli witasz w moich progach po raz pierwszy nie zapomnij się podpisać i/lub zostawić po sobie namiar - chętnie Cię odwiedzę :)